W tym poście nawiąże trochę do tej jakże znanej etykietki motocyklistów: "dawcy". Rozumiem, są ludzie, którzy rzeczywiście mało myślą jeżdżąc, są tacy co stwarzają zagrożenie na drodze, ale żeby tak od razu wszyscy... Zginie motocyklista to ile ludzi zamiast dłużej posłuchać, czy też sprawdzić jak było na prawdę z góry powie, że to jego wina, bo na pewno jechał 300 km/h? A to przecież wcale nie musiało tak być. Motocykliści bardzo często giną, bo ktoś wymusił na skrzyżowaniu, albo po prostu nie zauważył ich... Motocykl nie jest wielkości samochodu, jak jest noc, albo wieczór to wcale nie tak łatwo jest "wychaczyć" go w lusterku, no bo przecież nie zajmuje całego pasa. Jednocześnie to, że ktoś jeździ na motocyklu nie oznacza od razu, że goni śmierć, albo nie szanuje swojego życia... Nie wszyscy muszą posiadać, czy też rozumieć tą pasję, ale trochę szacunku nie zaszkodziłoby. Tu też muszę zaznaczyć, że nie mówię o wszystkich, bo jest dużo ludzi którzy motocyklistów dawcami nie nazywają i rozumieją te wszystkie rzeczy, apeluję tu raczej do tej reszty. Prosimy o tak dużo? Zwykły szacunek jak do drugiego kierowcy i dokładniejsze zerkanie w lusterka, to wszystko.... Jednocześnie dla kogoś może to oznaczać (prze)życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz